Rezerwat Natury

SYLVECO – LEKKI KREM ROKITNIKOWY/KREM BRZOZOWO-ROKITNIKOWY Z BETULINĄ

Sylveco – Lekki krem rokitnikowy/krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną

Moje pierwsze, indywidualne wpisy blogowe dotyczące doświadczeń, odczuć oraz zgromadzonej wiedzy na przestrzeni lat będą dotyczyły marki, która zajęła szczególne miejsce w moim sercu już kilka lat temu. Z marką Sylveco miałam styczność po raz pierwszy w 2014 roku, w drogerii, która była jednocześnie moim miejscem pracy. Był to wtedy przełomowy moment ze względu na fakt, że kosmetyki naturalne zaczęły wzrastać w siłę, a dla nas była to świetna okazja na przetestowanie nowych produktów 🙂

Dlaczego mój pierwszy wpis do bloga zaczynam od tych właśnie produktów?

Pamiętacie może jakieś niezwykłe dla Was wydarzenie z życia (pracy, szkoły), w którym ktoś Was naprawdę mile zaskoczył i nie jesteście w stanie usunąć tego z pamięci? Właśnie takie zdarzenie spotkało mnie dzięki kremom z dodatkiem rokitnika marki Sylveco… wiem, wiem.. śmiesznie to brzmi, ale..

Pamiętam klientkę, która zdezorientowana na sali sprzedaży stała przed kolejnym metrem półek z kremami do twarzy (widać było, że nie za bardzo wie, co powinna wziąć do ręki). Wpatrywała się z dosyć daleka na kolorowe opakowania produktów i miałam wrażenie, że była lekko zdesperowana. Podeszłam więc, zapytałam czego potrzebuje, a gdy klientka odwróciła głowę w moją stronę – zrozumiałam jej problem bez jakiejkolwiek odpowiedzi. Kobieta wyglądała jakby miała problem z zaawansowanym trądzikiem różowatym. Jej twarz płonęła z czerwoności (zwłaszcza na policzkach i brodzie). Usłyszałam, że używała tak wielu produktów (pomocy szukała również w aptekach), że w zasadzie nie wie co powinna kupić. Jako, że słyszałam już wcześniej o dobroczynnych efektach po zastosowaniu kremów marki Sylveco, zaproponowałam jej właśnie kremy z rokitnikiem, tłumacząc, że kosmetyki drogeryjne mogą tą biedną skórę podrażnić jeszcze bardziej. Po przedstawieniu produktów – klientka zdecydowała się na lekki krem rokitnikowy.

4 dni później:. ta sama kobieta wróciła do mnie z uśmiechem na twarzy, na której czerwony kolor zmniejszył się dosłownie o połowę i podziękowała mi serdecznie w obecności mojej kierowniczki dodając, że nigdy żaden produkt (i to w tak krótkim czasie) jej nie pomógł. Jej niesamowita i jednocześnie bardzo szczera radość udzieliła mi się tak bardzo, że pamiętam ten dzień jakby to wydarzenie miało miejsce wczoraj.

Kilka miesięcy później, gdy u mojej mamy pojawiły się symptomy podobne do trądziku różowatego połączonego z alergią wiedziałam już, co zrobić. Kupiłam cały zestaw (lekki krem rokitnikowy, krem rokitnikowo-brzozowy z betuliną oraz arnikowe mleczko oczyszczające). W taki oto sposób poznałam drugą osobę o podobnym problemie, która potwierdziła skuteczność produktów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.